28 wrz 2026

Wiatr zostaje przy 700 metrach: liberalizacja stanęła w pół drogi

Nowa wersja ustawy wiatrakowej utrzymuje minimalną odległość 700 metrów między turbinami a domami, rezygnując z obiecywanego wcześniej poluzowania do 500 metrów — kompromis po prezydenckich wetach, które blokowały reformę. Stara zasada 10H, praktycznie zakazująca wiatru w całym kraju, pozostaje jednak pogrzebana.

Redakcja EuroEnergy · 1 min czytania · zaktualizowano 29 wrz 2026

Turbine eoliene pe câmp
Foto: Karol Szejner · CC BY-SA 4.0 · Wikimedia Commons

Polska reforma wiatrowa doszła do mety z połową zwycięstwa. Rząd wznowił na początku 2026 roku prace nad ustawą wiatrakową — przepisami określającymi, jak blisko domów mogą stać turbiny — i zdecydował się utrzymać próg 700 metrów, porzucając zejście do 500 metrów z pierwotnego projektu.

Co przepadło po drodze. Wariant 500 metrów otworzyłby dla rozwoju wiatru dodatkowe około 32 500 kilometrów kwadratowych — powierzchnię całego województwa. Resort rolnictwa i inne głosy w koalicji podnosiły hałas i migotanie cienia; nad wszystkim wisiał precedens prezydenckich wet, które już raz zabiły reformę. Stabilność procesu inwestycyjnego wygrała z ambicją.

Co zostaje wygrane. Zasada 10H z 2016 roku — odległość dziesięciu wysokości turbiny, blokująca praktycznie każdy nowy projekt — to historia. Przy 700 metrach deweloperzy znów mają pole do pracy, choć mniejsze, niż liczyli; wąskim gardłem pozostają procedury planowania miejscowego.

Stawka w tle. Wiatr na lądzie to najtańsza nowa energia Polski, a zimowe wieczory — gdy słońca brak, a zużycie rośnie — to dokładnie jego profil produkcji. Każdy kilometr regulacyjnej odległości przekłada się na gigawaty, które w następnej dekadzie powstaną albo nie.

Ile wiatr waży w polskim miksie, na stronie kraju.

Więcej wiadomości

Komentarze

Skomentuj jako pierwszy.

Komentarze pojawiają się po zatwierdzeniu przez redakcję.

← Wszystkie wiadomości