Taryfy dynamiczne stały się normą: cena zmienia się co godzinę
Od 2026 roku taryfy dynamiczne — z ceną energii powiązaną z giełdą TGE, godzina po godzinie — stały się standardową ofertą na polskim rynku dla klientów z inteligentnymi licznikami. Dla tych, którzy mogą przesuwać zużycie, słoneczne południa dają energię niemal za darmo; dla pozostałych ryzyko drogich wieczorów pozostaje w całości.
Redakcja EuroEnergy · 1 min czytania
Jednolita cena prądu, taka sama o północy i w porze kolacji, staje się w Polsce gatunkiem wymierającym. Od 2026 roku taryfy dynamiczne — w których każda godzina zużycia rozliczana jest po giełdowej cenie tej godziny — weszły do standardowej oferty dużych sprzedawców, a klienci z inteligentnymi licznikami mogą je wybrać jednym podpisem.
Jak to działa. Sprzedawca bierze godzinową cenę z rynku dnia następnego TGE i przekazuje ją klientowi z marżą. W słoneczny majowy dzień pranie w południe może kosztować prawie nic — bywały godziny z cenami ujemnymi nawet dla odbiorców — podczas gdy ta sama pralka włączona o dwudziestej płaci szczyt.
Kto wygrywa. Prosumenci z magazynami, właściciele aut elektrycznych z programowanym ładowaniem, pompy ciepła z buforami: wszyscy, którzy mogą przesunąć zużycie ku tanim godzinom. Polskie analizy rynku pokazują oszczędności rzędu kilkudziesięciu procent dla elastycznych gospodarstw — i wyższe rachunki dla tych, którzy podpisują bez zmiany nawyków.
Dlaczego państwo pcha w tę stronę. Każda kilowatogodzina przesunięta z wieczora na południe to kilowatogodzina, która nie wymaga ani węglowej elektrowni w szczycie, ani odłączania fotowoltaiki w południe. Taryfy dynamiczne są, obok baterii, najtańszą nową „elektrownią” systemu — zbudowaną z zachowań.
Godzinowe ceny, na których stoją taryfy, na stronie cen.
Więcej wiadomości
Komentarze
Skomentuj jako pierwszy.